Pages Menu
Categories Menu
Antoni Kępiński – Rzadki przykład człowieka

Antoni Kępiński – Rzadki przykład człowieka

O Antonim Kępińskim czytam w encyklopedycznej notce: „lekarz, humanista, autor wielu książek cieszących się niesłabnącą popularnością”. Co właściwie mówi taka notka o człowieku? Co napisać, aby oddać idee, filozofię i duszę (tak! niepopularną w medycynie duszę)? Może po prostu o nim opowiedzieć. Oddać głos osobom, które go znały, które z nim przebywały, które czerpały u źródła.

Jak przybliżyć postać tak wielką, by nie stawiać pomników, a przybliżyć człowieka? To człowieczeństwo bowiem było najważniejszym filarem nie tylko nurtu oświęcimskiego, ale całej metody psychoterapeutycznej.

„Wie o człowieku więcej niż Freud, Heidegger, Lévinas”
Józef Tischner

Kępińskego często ustawia się obok Korczaka, Wojtyły czy Tischnera jako jednego z najwybitniejszych ludzi polskiej humanistyki. Takiej humanistyki, która nie tylko myśli, ale i działa. To człowiek, który miał nie tylko idee, ale życie jego stało się wcieleniem tych idei.

Tischner w listopadzie 1981 roku pisze tak: „Antoni Kępiński, lekarz psychiatra. Ten wie o człowieku więcej niż Freud, Heidegger, Lévinas. W moim przekonaniu to pierwsza po polsku odczuta, po polsku napisana, z polskiej dobroci płynąca, a zarazem uniwersalnie mądra, polska filozofia człowieka. Zarazem jakiś niezwykły sposób ratowania człowieka przed światem i przed samym sobą. Dodajmy: dzieło rozchwytywane przez ludzi i zarazem cudownie nieobecne na kartach ostatnich prac poświęconych filozofii człowieka”.

Kępiński kochał życie i drugiego człowieka, któremu poświęcał dużo uwagi. Jemu i jego kontaktom społecznym we współczesnym świecie. Opowiadał się przeciwko ciasnocie racjonalizmu, skostnieniu klasycyzmu, a w życiu zawodowym, przeciwko chłodnemu profesjonalizmowi. To pielgrzym na drogach poznania człowieka. Przez wielu zapamiętany niemal symbolicznie: z bosymi stopami, w sandałach. Całym swym życiem dowodził, że właściwym, ożywczym zdrojem dla poznania drugiego człowieka jest nieustanne zanurzanie się w świat jego przeżyć. Dlatego całe swoje dorosłe życie zawodowe spędził na rozmowach z chorymi. Swoje dzieła napisał dopiero, gdy ciężka choroba przykuła go do łóżka. Jego metoda to nie tylko przepisy, definicje i teorie, ale przede wszystkim działanie. Dopiero w konsekwencji tego działania powstają koncepcje, teoretyczne konstrukcje dotyczące drugiego człowieka i siebie samego. Są ważne ze względu na naturalną potrzebę zrozumienia. Jednak dochodzenie do poznania drugiego człowieka, to wieczne dążenie do celu nieskończonego.

Definicje, hipotezy i teorie to tylko drogowskazy. Metoda, w której Kępiński się realizuje to, jak sam pisze, używając poetyckiej metafory, „pogoń za słońcem tonącym w morzu, którego nigdy dosięgnąć nie można, ponieważ jest tylko obrazem, odbiciem rzeczywistego słońca”.

Zdzisław J. Ryn twierdzi, że stworzył on wzór osobowy lekarza, model lekarza idealnego, którego dewizą był szacunek do chorego. „We współczesnym świecie, nękanym dramatycznymi konfliktami i kontrastami pokazał, że możliwa jest postawa Samarytanina. Refleksja krytyków jego dzieła, zwłaszcza filozofów, pokazała ponadto, jak społeczność – zdrowych i chorych – takiej postawy potrzebuje i jak wysoko ją ceni. Postawa ta wynikała z wyznawanej przez Kępińskiego deontologii, w której związek lekarza i chorego oparty jest na miłości terapeutycznej, a wartości moralne są absolutne i ponadczasowe, gdyż wynikają z naturalnego porządku moralnego”.

„Życie ukształtowało jego myślenie o człowieku”
Wojciech Bonowicz

Biografia tego niezwykłego człowieka pełna jest ciekawych wątków, nadających kształt jego późniejszym myślom. Już wczesne dzieciństwo naznaczone było traumatycznym doświadczeniem. Urodził się 16 listopada 1918 roku na Kresach, w Dolinie koło Stanisławowa (dziś Ukraina). Tuż po urodzeniu rodzice musieli uciekać w głąb Małopolski, ponieważ groził im atak ze strony oddziałów ukraińskich. Matka nie miała pokarmu, stanęła więc przed dramatyczną decyzją zostawienia małego Antka z ukraińską nianią, która go karmiła. Chłopiec dostał się do niewoli ukraińskiej razem z nianią, której zawdzięczał życie. Po dość długiej niewoli został wymieniony za dwóch ukraińskich oficerów i tak po wielu perypetiach dołączył do rodziców. Lata szkolne spędził w Nowym Sączu, następnie podjął naukę w gimnazjum Nowodworskiego w Krakowie. Tutaj w roku 1936 zdał maturę klasyczną z wyróżnieniem. Rodzina była bardzo czuła. We wspomnieniach Kępińskiego, ojciec podczas choroby siadał przy nim, opiekował się nim. Przekazał mu dużo czułości, co z pewnością miało wpływ na rozwinięcie w nim wielu cech empatycznych. Rodzina przekazała mu także demokratyczne spojrzenie na świat.

Z tym w pewien sposób wiąże się kolejne doświadczenie w życiu Kępińskiego. Zresztą nieoczekiwanie bolesnych momentów w jego życiu było wiele. Jakby wbrew jego afirmatywnej postawie. Ta postawa ciągle była poddawana jakiejś próbie. Kępiński rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był rok 1938, idąc na zajęcia przez Plac Matejki został zaatakowany przez grupę studentów, socjalistów i pobity tak dotkliwie, że przez jakiś czas nie mógł nawet chodzić na studia. Pretekstem była jego czerwona czapka wydziału lekarskiego. Studentów wydziału lekarskiego uważano generalnie za endeków. Kazali mu ją zdjąć i rzucić na ziemię. Odmówił twierdząc, że czapka jest honorem studenta. To, że został pobity właściwie przez ludzi z którymi się solidaryzował (kiedy endecja ogłaszała getto ławkowe na Uniwersytecie, on protestacyjnie siadał razem z Żydami, z młodzieżą lewicującą w imię równości i tolerancji), miało znaczący wpływ na jego późniejsze życie. Na sposób postrzegania napięć między ludźmi, na dostrzeżenie, że w tej plątaninie zależności człowiek może siebie i drugiego człowieka fałszywie rozpoznawać. Ten incydent miał podobno wpływ na jego wybór psychiatrii.

Kolejny bardzo traumatyczny epizod, to są doświadczenia wojenne. Studia na Wydziale Lekarskim przerwał wybuch II wojny światowej. Jak wielu młodych ludzi w jego wieku, Kępiński zgłasza się do wojska 1 września. Bierze udział w kampanii wrześniowej, po czym zostaje (do marca 1940 roku) internowany na Węgrzech. To okres przymusowej bezsilności. Pragnął walczyć za Ojczyznę, a jego uczucia patriotyczne zostały sparaliżowane przez niewolę. Udaje mu się uciec do Francji. Rozczarowany klęską Francji wędruje na południe, by przez Hiszpanię, Portugalię i Gibraltar dostać się do Anglii. Schwytany w Hiszpanii trafia do obozu koncentracyjnego Miranda de Ebro, w którym przebywa od 1 października 1940 roku do marca 1943 roku. To był bardzo ciężki obóz hiszpański zorganizowany na wzór obozów hitlerowskich. Ze względu na położenie w górach, także klimat obozu był bardzo ostry. Ten tragiczny okres opisał w 127 listach i kartach pocztowych, jakie mimo cenzury dotarły do jego rodziców w Krakowie. (Listy te odnaleziono po śmierci Kępińskiego w przewiązanej wstążką paczuszce, przechowywanej w koszyku, w którym sypiał ulubiony kot profesora „Antoś”.) Kępiński znając wrażliwość swojego ojca, którego uwielbiał, nie chcąc sprawić mu bólu, pisze w listach bardzo delikatnie, z lekkim humorem, że „nie jest tak źle, że głodzik już minął”. Tak ubarwiał te listy, że nie robiły one wrażenia listów z obozu, gdzie się działy przecież rzeczy okrutne.

W obozie, zupełnie bez powodu, stojąc w kolejce po zupę, zostaje Kępiński brutalnie pobity i zawleczony do głodowej celi. W izolacji spędza ponad miesiąc. Tam styka się już z takim radykalnym, bezwzględnym okrucieństwem, które było charakterystyczne dla obozów. Poznaje je od podszewki. Kiedy po wojnie styka się z więźniami obozów z terenów Polski, z ich skąpymi, zdawkowymi relacjami, to potrafi sobie podłożyć pod te wypowiedzi doświadczenia, które były jego udziałem. To kolejny epizod dzięki któremu, jak to określił Wojciech Bonowicz, będzie kształtować się jego myślenie o człowieku. To myślenie zwrócone przeciwko „patologii władzy”. Przeciwko systemowemu złu, które służyło upodleniu człowieka. (Antoni Kępiński brał udział w programie leczenia osób więzionych w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.)

Po wydostaniu się z obozu trafia do Szkocji, gdzie ma okazję ukończyć studia na Polskim Wydziale Lekarskim w Edynburgu, a po otrzymaniu dyplomu podjąć roczną pracę w angielskich szpitalach. To w Anglii zaczyna zauważać zmiany w podejściu do pacjenta. Tam, właśnie w tym czasie psychiatria zaczyna się humanizować. W Polsce jeszcze pacjenci traktowani są jak więźniowie. To pozwala domniemywać, że to jest okres, w którym już część jego idei zaczyna kiełkować. Gdy trafił ze Szkocji do Krakowa, do Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, a następnie Kliniki Psychiatrycznej nowo powstałej Akademii Medycznej, szczególnie denerwowało go, że niektórzy psychiatrzy każą stać swoim pacjentom przed sobą na baczność. To prawdopodobnie budziło w nim wojenne skojarzenia. „Ze Szkocji i własnych przemyśleń – mówi Bonowicz – przywiózł zupełnie inną wizję. To wizja, w której pacjent, a właściwiej – człowiek staje się współodpowiedzialny za proces leczenia, a leczenie polega na otwieraniu rozmaitych możliwości, a nie ich ograniczaniu.

„Nie ma pacjenta, jest człowiek”
Antoni Kępiński

Kępiński pokazał, jak można połączyć podejście medyczne z humanistycznym, jak w praktyce pogodzić naukową wiedzę i ludzkie rozumienie chorego, jak leczyć, a zarazem z godnością traktować pacjenta. Symboliczne jest to, gdzie w klinice psychiatrii znajdował się gabinet Kępińskiego, w którym przyjmował pacjentów. To były podziemia, piwnice. Przez okno w gabinecie widać było tylko nogi przechodniów. Zajął pokój z grubymi, pancernymi drzwiami, z otworem do podawania posiłków, w którym za czasów austriackich przetrzymywano tych najciężej chorych, najbardziej agresywnych. Symbolicznie można powiedzieć, że Kępiński zszedł na samo dno ludzkiej nędzy. Zaczynał proces zdrowienia w miejscu, które było symbolem upodlenia tego pacjenta. Tam, w tym podziemiu stworzył klub dla pacjentów. Odbywały się tam występy, przychodzili artyści (m.in. z Piwnicy pod Baranami), przychodzili rozmaici ludzie z wykładami.

Kochany, szanowany i podziwiany przez pacjentów. To z ich wspomnień dowiadujemy się najistotniejszych prawd: „otwierały się drzwi, pacjent wchodził, Kępiński mówił: cieszę się, że cię widzę; dobrze, że przyszłaś. Był bardzo serdeczny”. „Miałem szczęście być jego pacjentem przez kilka lat. Nie waham się użyć określenia „szczęście”, choć do jego gabinetu sprowadziła mnie choroba, a więc cierpienie… Był równorzędnym partnerem tych „podróży w głąb mojej duszy”. Ja czułem się jego przewodnikiem, bo to było moje wnętrze, nie jego. Poruszaliśmy się, jak by to była wyprawa grotołazów do niezbadanego, podziemnego labiryntu. Ja szedłem pierwszy i mówiłem, co widzę. Jednocześnie czułem się asekurowany przez postępującego za mną krok za krokiem profesora”.

„W każdej chwili mogliśmy do niego zatelefonować, dawał nam nawet urlopowy adres, aby uchronić od częstego dla tego typu pacjentów lęku przed utratą kontaktu. Nawet zaczepiony na ulicy przystawał, godził się na nieumówione terminy podyktowane naszym niepokojem, lękami czy obsesjami”. „Podczas pierwszego spotkania zaproponował mi: utworzymy trójkąt. Podstawą tego trójkąta będą nasze relacje, moje z panem. Wierzchołek – pan, bo będziemy rozmawiać o panu. Będziemy jakby malowali pana portret. W tym celu będziemy tu powoli czytać pana życie, jak książkę: kartka za kartką. To może być piekielnie nudne, ale trzeba to zrobić. Uderzyło mnie to, że powiedział nudne, nie bolesne. Zawsze używał słów niedrażniących, nie wzbudzających niepokoju, nie płoszył nas”.

„W całym zachowaniu profesora nie było maski, był sobą. Czuło się w nim ogromną wolę niesienia pomocy, zrozumienia nas. A jednocześnie pasję badawczą. Potrafił tą pasją zarażać i to był jednocześnie początek leczenia, bo doskonaląc diagnozę, jednocześnie budowało się dystans do własnych spraw. Obiektywizowało się je. Wiele wypraw „w głąb” było szczególnie ciężkich. Penetrować trzeba było wszystkie zakryte dotychczas zakamarki duszy, nawet takie, o których istnieniu przed leczeniem nie miałem pojęcia. Była to wyprawa wspólna. W nieznane, bo niemal każda przynosiła nowe odkrycia”.

„Kardynalnym warunkiem było tu milczenie profesora, życzliwe, czujne, aprobujące. To było milczenie – bodziec, milczenie – pomoc. Czułem się jakby nobilitowany tą jego postawą. Wyszukiwał czasem we mnie jakiś pozornie mały szczegół, epizod, i kazał mi zatrzymać się razem z nim i podziwiać to nasze wspólne odkrycie jak prawdziwe dzieło sztuki. Był wrażliwy na piękno, szukał go w nas, chciał je znaleźć. Nie miał nic z gorliwości spowiednika pytającego „ile razy”, choć prawdziwą „spowiedzią” był ten kontakt między dwojgiem ludzi, zwany niezbyt trafnie psychoterapią”.

„Wobec chorych był życzliwy, akceptujący i wdzięczny”
Zdzisław J. Ryn

Zdzisław J. Ryn: „Czasem mówił, że nie wiadomo, kto większe osiąga korzyści z psychoterapii: pacjent czy lekarz. Z przekonaniem powtarzał, że to nie pacjenci winni mu płacić, lecz on chorym, gdyż od nich się uczy. Zdarzało się, że do swej „prywatnej praktyki” po prostu dopłacał; biednym chorym dawał pieniądze na leki lub na jedzenie. Postawę wobec chorych Kępiński wyraził w prostym, choć może kontrowersyjnym aforyzmie: Pacjent ma zawsze rację. Oddziaływał leczniczo na swoich chorych przede wszystkim słowem i umiejętnością empatii – wczucia się w stan psychiczny drugiej osoby. Jako jeden z pionierów psychoterapii w Polsce sformułował jej zasady i przestrzegał przed przyjmowaniem błędnych postaw: błędu „naukowej obiektywności”, błędu „maski” i błędu „moralnej oceny”.

„Był nie tylko szanowany – był po prostu kochany”
Adam Szymasiuk

Od roku 1961 był adiunktem w Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej, od 1963 roku – docentem. Kliniką kierował od 1969 roku. W 1972 roku mianowany został profesorem. Ze względu na swoje zainteresowania problematyką oświęcimską, wraz z grupą pracowników kliniki podjął badania i leczenie byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Wspólnie z uczonymi ze swojego środowiska naukowego zainicjował też wydawanie „Przeglądu Lekarskiego – Oświęcim”. Tzw. zeszyty oświęcimskie ukazywały się w latach 1961-1991 i były dwukrotnie nominowane do Pokojowej Nagrody Nobla (1993,1994). Owocem badań i artykułów Kępińskiego poświęconych tej tematyce był tom „Rytm życia” (1972) oraz „Refleksje oświęcimskie (2005), wzbogacone o publikację listów autora pisanych w hiszpańskim obozie. Całe życie zmagał się z pytaniem: co zrobić, żeby Auschwitz już się nie powtórzyło.

Kępiński jest autorem własnych koncepcji teoretycznych znajdujących zastosowanie zarówno w diagnozowaniu chorób psychicznych, jak i w rozważaniach wykraczających poza zakres psychiatrii. Uważa się go za twórcę kierunku określanego jako psychiatria aksjologiczna, opartego na przekonaniu o istotnym związku zachodzącym pomiędzy systemem moralnym a ludzkimi zaburzeniami psychicznymi.

Pozostawił po sobie nie tylko dzieło, które cieszy się wciąż ogromną popularnością, oryginalny sposób myślenia i postrzegania, ale także pamięć o wyjątkowości w podejściu do chorujących psychicznie i o życzliwości do współpracowników. A ci wspominają go niezwykle ciepło. Mówią, że kontakt z chorym sprawiał mu przyjemność. Pracę naukową i dydaktyczną uważał za przywilej. Nie robił nic, aby się wybić. Skromny, zawsze w cieniu, wysuwając innych na pierwszy plan. Ale to jego wypowiedzi słuchano ze szczególną uwagą. W sytuacjach trudnych bądź konfliktowych zgłaszano się do niego. Tolerancyjny i wyrozumiały dla słabości. Zawsze stawał w obronie tych, którzy byli słabi. Wyzwalał w innych to, co było w nich najlepsze.

Adam Szymasiuk: „Wielokrotnie, jakby przypadkiem, pojawiał się w klinice, kiedy ktoś miał swój pierwszy dyżur […] Miał bardzo osobisty, przyjazny stosunek do każdego, z kim się stykał, a w szczególności do swoich współpracowników. Znał ich rodziny, dzieci, interesował się ich zdrowiem i postępami w nauce […]. Na nim nikt się nie zawiódł […]. Był nie tylko szanowany – był po prostu kochany. Większość z nas nie wyobrażała sobie postępowania wbrew jego zdaniu”.

„Książki Kępińskiego ochroniły Polskę przed szkodliwym wpływem antypsychiatrii”
Andrzej Kokoszka

Większość książek Antoni Kępiński napisał na krótko przed swoją śmiercią – w trakcie hospitalizacji. Nieuleczalnie chory profesor zdawał sobie sprawę z nieuchronności tego, co nadejść miało. Chciał uporządkować notatki, które całe życie robił w maleńkich notesach. Zostawić coś po sobie. Prowadzący go lekarz, Zygmunt Hanicki, wspomina to tak: „Profesor Kępiński od pierwszego momentu w klinice przystąpił do niezwykle intensywnej pracy. Ta praca nasiliła się szczególnie w momencie, kiedy na 13 miesięcy przed śmiercią, byliśmy zmuszeni zastosować leczenie hemodializą, tj. sztuczną nerką. Czas „stracony” na dializy nadrabiał tym, że wstawał o trzeciej nad ranem i zaczynał pisać. Można powiedzieć, że cały testament jego życia został zamknięty w tym, co stworzył w klinice jako pacjent w ciągu tych kilkunastu miesięcy. To był niezwykły pęd, aby coś po sobie zostawić. To było coś zupełnie przeciwnego prawidłom biologicznym. Mimo, że szalenie cierpiał, nadal chciał nieść pomoc swoim pacjentom. Ta choroba, która bez litości niszczyła mu szpik, kości i nerwy, która głęboko zaburzyła jego metabolizm, nie zaburzyła metabolizmu jego mózgu. Przeciwnie, wyostrzyła jego zdolność percepcji, kojarzenia, syntezy; otwarła najszerzej jego pamięć, odkryła najgłębsze pokłady jego doświadczeń…”

Przez salę na której leżał, codziennie przewalały się tłumy odwiedzających. Żona Jadwiga mówi: „nie pomagały karteczki na drzwiach i prośby: „Ludzie, zlitujcie się! Stan ciężki! Ale codziennie przewalały się tutaj tłumy gości. Czasem nie robiłam nic innego, tylko błagałam, aby już nie przychodzili, ale każdy tylko na chwileczkę. I on w przerwach między tymi chwileczkami, w ogromnych bólach pisał książki. Szedł spać o 22.00, budził się o 24:00 to zawijał się w kocyk, pił czarną kawę i do piątej rano „Schizofrenię” pisał. Sam pisał na maszynie. Miał biedaczek bardzo obolałe ręce; w czcionki mógł uderzać po rozmasowaniu palców, natomiast pióra nie mógł utrzymać. „Schizofrenia” właściwie w szalonych bólach powstawała…”

Profesor Antoni Kępiński zmarł 8 czerwca 1982 roku. Żył tylko 54 lata. W jednym z komentarzy czytelników jego książek czytamy: „W latach 80. wielu młodych ludzi czytało książki prof. Kępińskiego, to był element edukacji. Jakże bardzo wiele wnosiło to do godnego traktowania innego człowieka w ogóle. Rzadki przykład Człowieka.

Antoni Kępiński – Rzadki przykład człowieka
5 (100%) 3 votes