Pages Menu
Categories Menu
Depresja to choroba całego organizmu

Depresja to choroba całego organizmu

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Tadeuszem Parnowskim, kierownikiem II Kliniki Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Na depresję cierpi co dziesiąty Polak. O ile dziś wiele osób otwarcie przyznaje, że zmaga się z tą przypadłością, o tyle przez wieki była stygmatem, tematem tabu. Dlaczego? W jaki sposób dawniej pojmowano tę chorobę?

Pierwsze opisy depresji pojawiły się 300 lat p.n.e. (Empedokles, Arystoteles). Już wówczas utożsamiano ją z przeżywaniem smutku, cierpienia, niepokoju, lęku, zaburzeniami snu i łaknienia. Z czasem uzupełniono opis o objawy dodatkowe, sklasyfikowano chorobę. Myślano jednak, że to, co dzieje się z takim człowiekiem, wiąże się ze złym wpływem sił nadprzyrodzonych. Przez wieki depresja była zwana melancholią lub posępnicą. Naukowcy mieli dylemat, dlaczego u niektórych osób wycofanie, malkontenctwo występuje przez całe życie, a u innych smutek przeplata się z euforią. W 1899 roku Emil Kraepelin, niemiecki psychiatra dokonał przełomu w tej dziedzinie. Wprowadził klasyfikację chorób psychicznych, dzieląc je na dwa rodzaje: otępienie wczesne – później nazwane schizofrenią i zaburzenia maniakalno-depresyjne.

Jakie były pierwsze metody leczenia depresji?

O leczeniu nie było mowy, nie znano przyczyn jej występowania. Chorzy byli zostawiani sami sobie. Osoby, u których występowała schizofrenia lub choroba afektywna dwubiegunowa, były zamykane w azylach – czymś w rodzaju więzień z wieloma pomieszczeniami przypominającymi lochy. Leczenie polegało na przykuwaniu do ściany. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczęto myśleć inaczej. Zaczęto stosować m.in. sole srebra, stosowano zarazki zimnicy z krótkotrwałą poprawą, stosowano także metody psychochirurgiczne Z kolei w XX wieku powszechnie stosowano sole bromu, ponieważ odkryto, że działają uspokajająco. Równolegle rozwijały się inne pomysły – wstrząsy kardiazolowe, śpiączki insulinowe, elektrowstrząsy. Te ostatnie są stosowane do dziś. Z tą różnicą, że jeszcze w latach 1938-1960 ubiegłego wieku, wykonywano je bez znieczulenia. Była to era brutalnych zabiegów i rozpaczliwego szukania efektywnych metod.

Co wiemy o depresji dziś? Co możemy uznać za obniżenie nastroju, zwykłą chandrę, a co jest już depresją?

Depresja to choroba całego organizmu, może się pojawić na każdym etapie życie. Najczęstsze objawy to: obniżony nastrój, spowolnienie psychiczne i ruchowe, zaburzenie funkcji poznawczych, koncentracji uwagi, pamięci, oceny, apetytu, popędu seksualnego, objawy somatyczne. Pogorszenie nastroju trwa z reguły krótko i jest wywołane konkretnymi czynnikami, sprawność funkcjonowania jest zmniejszona w niewielkim stopniu. Jeśli niepokojące objawy trwają kilka tygodni, powinniśmy skorzystać z pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej.

Są różne rodzaje depresji. Jak możemy je podzielić?

W charakterystyce zespołów depresyjnych mieszczą się takie stany jak depresja sezonowa – występująca głównie w okresie jesienno-zimowym (towarzyszy jej słabsza koncentracja, gorsza wydolność w pracy, kłopoty ze snem, zwiększony apetyt), depresja maskowana (objawia się najczęściej w postaci dolegliwości bólowych, zaburzeń snu, jadłowstrętu, okresowym nadmiernym spożywaniem alkoholu). Są też depresje poporodowe, lękowe, z cechami psychotycznymi (towarzyszą jej manie, urojenia). U większości z tych osób występuje równolegle choroba afektywna dwubiegunowa.

Równie zróżnicowane są przyczyny występowania depresji. Które należą do najczęstszych?

Przyczyn występowania depresji jest rzeczywiście wiele – od hormonalnych po społeczne. Zdarza się, że choroba zaczyna się prozaicznie – umiera ktoś bliski, tracimy pracę, rozwodzimy się z partnerem. Często depresja związana jest z występowaniem określonych chorób lub po przebytej infekcji wirusowej, np. w stanie osłabienia pogrypowego. Często depresja przypomina objawami tzw. zespół przewlekłego zmęczenia, ale też wypalenia, ale nigdy nie należy jej bagatelizować. W skrajnych przypadkach może bowiem zakończyć się tragicznie. Człowiek, przytłoczony nawarstwiającą się ilością problemów życiowych traci chęć życia, czuje się ciężarem dla rodziny, a w skrajnych przypadkach – odbiera sobie życie.

Chorych na depresję przybywa.

Co mówią statystyki?

Na chorobę afektywną dwubiegunową (charakteryzującą się występowaniem epizodów depresji, manii lub epizodów mieszanych) cierpi 2-4 proc. populacji na całym świecie, na depresję sezonową (około 2-6 proc.). Natomiast zespoły depresyjne (stan depresji, który wystąpił i trudno stwierdzić, czy jeszcze się powtórzy) spowodowane są m.in. czynnikami psychologicznymi lub somatycznymi występują u około 18 proc. populacji.

Kiedy przychodzi moment, w którym należy skonsultować się ze specjalistą?

Jeśli u człowieka normalnie dotąd funkcjonującego występuje stan odmienny od dotychczasowych doświadczeń, który zaburza normalne funkcjonowanie i utrzymuje się przez kilka tygodni, warto udać się na kontrolną wizytę u psychologa lub psychiatry.

Farmakologia jest podstawą leczenia?

Tak. Choć warto wiedzieć, że paradoksalnie właśnie leki mogą wywołać depresję (np. chemia u osób z nowotworami czy też interferon w wirusowym zapaleniu wątroby). Odpowiadając na pytanie, rodzaj stosowanych leków zależy od rodzaju depresji. Jeśli występują manie, stosuje się leki normotymiczne, określane mianem stabilizujących. Są to leki stosowane także w chorobach neurologicznych – w tym pochodne kwasu walproinowego, karbamazepina, lamotrygina. Głównie w depresjach stosuje się leki przeciwdepresyjne.

Jak długo leczeni są pacjenci z depresją?

Jeśli u osoby w średnim wieku występowały dotąd przynajmniej trzykrotnie stany depresyjne to leczenie powinno trwać do końca życia. W przypadku pojedynczych epizodów depresji – ograniczamy się do leczenia konkretnego stanu depresji. Gdy następuje poprawa lekarze z reguły zalecają, żeby kontynuować leczenie danym preparatem przez rok, dwa, stopniowo zmniejszając dawkę. Musimy zdawać sobie sprawę, że z chorobą jest jak z dzbanem, który upadł i się rozbił. Mimo że go skleimy i tak jest znacznie słabszy niż wcześniej. Pewne mechanizmy, które w nas są, automatycznie ulegają samopowielaniu się. Chodzi więc o to, by zapobiec wystąpieniu „wzniecania” depresji.

W jaki sposób leczy się pacjentów ze skrajną postacią depresji?

Oprócz przyjmowania leków muszą być hospitalizowani, ponieważ ryzyko popełnienia samobójstwa jest wysokie. W takich przypadkach stosuje się serię elektrowstrząsów, które są skuteczne u ponad 70 proc. pacjentów.

Jakie są niefarmakologiczne metody leczenia choroby?

Fototerapia, inaczej zwana światłoterapią, która wydaje się najbardziej efektywna w depresjach sezonowych. Są też oddziaływania polami magnetycznymi, które – podobnie jak terapia światłem – przynoszą znakomite rezultaty, ponieważ są bardzo dobrze tolerowane przez pacjentów, zwiększa się wydzielanie beta endorfin, tzw. hormonów szczęścia, poprawia się też natlenienie i ukrwienie tkanek.

Jak będziemy leczyć depresję w przyszłości?

Z pewnością leki przeciwdepresyjne nie znikną. Problem w tym, że nigdy nie będzie jednej skutecznej w przypadku wszystkich rodzajów depresji terapii. Nie zapominajmy, że przez ostatnie lata zrobiliśmy ogromny postęp w zakresie leczenia depresji, z farmakoterapii przesunęliśmy się w stronę innych metod biologicznych – elektrowstrząsów, leczenia prądami o krótkim czasie trwania, stymulacji nerwu błędnego. To metody z pogranicza psychiatrii, neurochirurgii i neurologii, które znacznie poprawiły komfort życia pacjentów. Depresja jest stanem zaburzeń bardzo wielu układów w mózgu, dlatego niemożliwym wydaje się znalezienie idealnej metody. Wyleczenie depresji jest bardzo trudne, bo mózg jest bardzo plastyczny, a my jesteśmy istotami emocjonalnymi. Zatem jeśli zabierzemy ludziom emocje, eliminując w ten sposób depresję, popadną w stan apatii i obojętności.

Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska

Depresja to choroba całego organizmu
Oceń ten wpis